Clock (tower)

by Kamil Adamus

 

homofactory // 

 

***

historical set up, geographical one, local, European flavour, with france written by minuscule, all proper names deserve the minuscule, majuscule imposes on them the yoke of importance, under its weight the citizens perish, citizens: flies of nations
stormy, revolutionary period of 1790s in france; during this period the revolutionaries arrived at time changing idea: They – self-unemployed and finally free factory workers –  were aiming their rifles at the clock towers: This was done with hope that the bullets will clog the comfortable times of ancien régime

Hail the strength of faith in the soul of overworked body ! body factorly digested, body suspended at the edge of abyss so harrowingly captured in the opening chapters of Germinal 


admire an aim to change the time through the force of the rifle, bless the scraps of metal that went through the inner mechanism of clock so the process of counting the time of privileged ones has stopped – visibly so –  although the inner flow of history: german Zeitgeist, hasn’t truly noticed these few symbolic changes in the stratosphere of social element and soon the clocks were fixed, soon the towers indicated anew the details of profit and nuances of abuse

 

masses, in their stable moods, choose to compromise with the casual flow of their times; for the sake of short lived comforts they position the evolution as phenomenon belonging to past long forgotten: Before Darwin, their shallow flow of Being not Time indicates the surface of the clock on obviously visible towers, flat, vertical circles filled with slippery functions, sleek faces and well composed faeces flushed away in a split of second

Sometimes we can hear toilet shells’ whisper: We cannot bear it any longer.

 

But we bear it, but how can We’e Bear  these flows of flatly fallen seconds which are dripping against our windows, madrigals of sadness or sand in Italian: sabbia, can you hear these double Bbs… which turns life stream into an hourglass
you are able only to operate with the same grains of sands, two feast of sand such is your heritage; after trying through your childhood and well into your blind youth to build the fundaments of your own individual dwelling while using only these two units of sands, your ounces of duration, eternity oysters, now, finally, you see it clear: There’s no alternative than throwing it into the society sandpit and let the others turn it ino their pastime.

stumbling against //

 

***
at the other side of clock towers’ cogwheels pierced by the bullets rests different persona of time: sweet and silky; We owe it do Dali, who – at the moment when surrealism has chosen to consume instead of drilling the unconscious – has liquified the dials creating an illusion according to which the flow of time is as smooth as melted honey; as soon as this illusion was made it was promptly embraced by That Class that forever remains in its safe middle

this painterly idea of Dali aimed at turning the dry – then consumptive, here cancerous – tick-tacks of capitalism into the honey like river of hands almost holidayishly resting. In 1880s these same hands were captured by Seurat in Bathers at Asnieres as hands that slumped along body which knew of no alternative than its own identity. Through such depiction the uselessness of these hands and the questionable value of its owner was poignantly exposed. Salvador Dali almost half century later is making step back and  tries to suggest depth in his image via abusing verbal connotations of his ouvre’s title: La Persistencia de la memoria.

The bee’s bottom strikes against the cubes of honeycomb: does the memory of these strikes rest preserved in the mellow density of the honey that sinks down along my throat? The taste of honey, how long does it persist in my words, words often embittered by the silence of these that are gone before their protest were listen to — Corpses of Communards shot by Versaillais, photo taken in 1871 by french photographer Disderi. This photography reverses the direction of the bullets fired less than a century ago against the clock towers of ancien régime.The mechanism of society was stopped on its way forward, while clocks dash forward in their drives of ratio

 

Salvador Dali neither persisted in duration nor did he practised an act of memory; instead, he has allowed the pastime to reborn its pinkish ego.

 

flanuer/ P‘erformer in suspencion = flower on its walk Or fun eviscerated //

Die andere Seite, or in English: On the Other side, such was the novel published by Alfred Kubin around one century ago. It contains a time related ritual: a citizens of an utopian polis The Pearl are approaching a clock tower in the middle of the square. They walk inside of it, listen carefully to the strong tick tack coming from behind the wall, look at the water licking along the walls and finally they say: Here are I’m standing in front of You; after this confession they are leaving the clock tower with faces full of metaphysical content, as they’re fed with Saviour’s flesh

The Pearl is a slow city, a paradise for flaneur, a slow walker, a meditation upon doing incarnated in an act of legato observation, a lento of steps, slow like Butoh, almost as slow as Irises in their growth or Lilies in their suspension, so many seconds and all are white like jasmin, light as feathers fallen from the wings of Trinity angels once they departed after being treated with the supper at Abraham’s

 

Time barks, oasis grow in silence. Beneath the grains of sand the desert coins the currency of the future: permanence – your always new performative task.

Bend your back above the ancient folios and see the flows of the screens ascant, as they were clocks seen from  the sharpest profile, profile so sharp that the exact hour cannot be read.

 

 

****************

 

homofabryk //

 

umiejscowienie geohistoryczne, lokalny koloryt europejski, epicentrum: francja pisana małą literą, wszystkie imiona własne zasługują na bycie pisane małymi literami, majuskuły obarczają je ciężarem wielkości, ugięci w milczeniu obywatele, ze wzrokiem wbitym w ziemie, przechadzają się, zgarbieni pod tym jarzmem

 

burzliwy, rewolucyjny czas lat 1790-tych we francji; w trakcie tego czasu rewolucjoniści wpadli na ideę poprzez którą rytm czas pozostałby odmieniony: Oni – samo-niezatrudnieni i wreszcie wolni robotnicy fabryk – wycelowali broń ku zegarom na wieżach ratuszowych: Uczyniono to z nadzieją że kule zatrzymają czas ancien régime
Niech żyje siła wiary zawarta w duszach przepracowanych ciał ! ciał fabrycznie strawionych, ciał zawieszonych na krawędzi otchłannych wycieńczeń uchwyconych celnie w pierwszych rozdziałach powieści Germinal  

zachłyśnij się pragnieniem odmiany czasu poprzez przemoc wystrzału, pobłogosław te skrawki metalu które przeszyły mechanizm zegarowy aby czas uprzywilejowanych stanął dęba – przynajmniej na moment – chociaż wewnętrzny nurt historii: niemiecki Zeitgeist, nie bardzo przejął się tym rewolucyjnym hukiem i wnet zegary naprawiono i ich czas na nowo wskazywał bieg zysku i zakamarki upodlenia

 

masy w swoim zastygłym nastroju, wybierają kompromis, współpracę z dniem powszednim; w imię szybko osiąganego komfortu masy definiują ewolucję jako coś co wydarzyło się kiedyś, w czasach zaprzeszłych: Przed Darwinem, ich mieliźniane Bycie nie Czas wskazuje na płaskie okręgi zegarów ratuszowych, pionowo zwisające koła zaaferowane śliskim spadem i poddźwigiem wskazówek, śliskie twarze i śliskie odchody odpływające w niebyt rur w mgnieniu oka

Czasami słyszymy szept muszli klozetowych: Nie możemy już więcej.

 

my jednak możemy, dajemy nadal radę, MymożeMy, lecz jak potrafimy znieść ten nurt płasko wybijanych sekund tłuczących mżawkowo o nasze szyby, te madrygały smutku i piasku zwanego we włoszech sabbia, czy słyszysz te podwójne Bbs...to bębnienie, które żywot twój obraca na pastwę klepsydr

 

w twoich dłoniach są tylko te ziarna piasku, dwie garści piasku, oto twoje dziedzictwo; po tym jak w trakcie twego dzieciństwa i dalej poprzez oślepiające lata młodości próbowałeś zużyć ten piasek na fundament twego wyłącznego domostwa, te dwie garści piasku, uncje twego trwania, ostrygi wieczności, dziś, widzisz i wiesz: Pozostaje ci tylko rzucić ten piasek w piaskownice miast i tłumu aby został przerobiony na babki rozrywek i kopczyk nieszkodliwego uśmiechu.

 

dębem wbrew //

 

 

***

na odwrocie zegarów ratuszowych przeszytych pociskami rewolucji spoczywa inna postać czasu: słodko-jedwabista; to dar od Salvadora Dali, który – w chwili w której surrealizm wybrał konsumpcję kosztem nieustannej penetracji świata marzeń i snu – upłynnił wskazówki i rozcieńczył cyferblat tworząc iluzję według której upływ czasu przypomina cieknący miód; w chwili w której iluzja ta została zobrazowana stała się ona natychmiast powołaniem owej Klasy która zawsze mości się wygodnie w środku

 

 

malarski zamiar Dalego polegał na przemianie suchych – suchotniczych niemalże – tykań kapitalizmu w rzeki miodu wskazówek wypoczywających rajsko. W latach 1880-tych wypoczynek i jego socjalna funkcja zostały trafniej uchwycone poprzez Seurata w Kąpiacych się w Asnieres gdzie ręce zwisają wzdłuż ciała które nie zna innej alternatywy niźli własna, przybita tożsamość. Takie oddanie potwierdza bezwartościowość tych rąk oraz kwestionuje wartość ich właściciela. Dali, prawie pół wieku później, wykonuje krok wstecz, sugeruje on bowiem fałszywy wymiar głębi w swoim dziele poprzez bombastyczny tytuł: Trwałość pamięci.  
pszczeli odwłok ociera się o kubatury miodu: czy pamięć owych otarć jest zachowana w smaku miodu który spływa w dół mego gardła? Smak miodu, na jak długo smak ten pozostaje w wypowiedzianych przeze mnie słowach, słowach często rozgoryczonych milczeniem tych których protest pozostał niewysłuchany — Ciała Komunardów rozstrzelanych przez siły Wesalu, zdjęcie zrobione w r. 1871 przez fotografa francuskiego o nazwisku Disderi. Ta fotografia odwraca kierunek strzałów wymierzonych niecały wiek wcześniej w stronę zegarów wież ratuszowych. Mechanizm społeczny został powstrzymany, podczas gdy zegary brną w przód w przypływie przeliczalnego ratio.   

Salvador Dali ani nie wytrwał w trwaniu ani też nie zanurzył się w otchłaniach pamięci; zamiast tego, przyzwolił on rozrywce na powrót i rozrzutnikiem różu przykrył egoistyczny Buziomas.

 

 

flaneur/ P’erformer w zawieszeniu = kwiat na spacerze Oraz wypatroszony relaks //

 

***

 

Die ander Seite, lub w polszczyźnie: Po drugiej stronie, to powieść Alfreda Kubina opublikowana przed wiekiem. Zawiera ona opis rytuału czasu zegarowego: mieszkańcy utopijnego polis o nazwie Perła zbliżają się do wieży ratuszowej stojącej na środku placu. Wchodzą do środka, wsłuchują się uważnie w tykanie dobiegające spoza ściany i patrzą na ściekającą wzdłuż niej wodę aby wreszcie rzec: Oto stoję tu przed Tobą; po tym wyznaniu wychodzą na zewnątrz, uniesieni, tak jakby mieli płachetki Zbawcy przyklejone do górnego podniebienia.

 

Perła to miasto w spowolnieniu, raj dla flanera, wolny krok, medytacja wcielona w akt obserwacji legato, kłusu lento, niczym Butoh, wolniej niźli Irysy w swym wzroście lub Lilie w swoim zawieszeniu, nieskończenie wiele sekund a każda biała niczym jaśmin, lekka niczym pióro ze skrzydeł anielskiej Trójcy oddalającej się od nas po zakończeniu wieczerzy u Abrahama .

 

Czas szczeka, oazy rosną w ciszy. Popod piaskami pustynia wybiją nową monetę obiegową, środek płatniczy przyszłości: permanentność – Twe zawsze nowe, performatywne wyzwanie.

 

Zegnij grzbiet i spójrz w antyczne folio, ujrzyj natłok ekranów stojących w skos, niczym tarcze zegarowe widziane z profilu, profilu tak ostrego że dokładna godzina nie może być odczytana.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s